wtorek, 6 maja 2014

Rozdział Drugi

,,Usłyszałam serię strzałów.''

-Nie!!- wykrzyknęłam i próbowałam wyrwać się z uścisku chłopaka. Nie mógł sobie ze mną poradzić, dlatego zawołał drugiego.
-Nie wyrywaj się tak młoda, bo Ciebie też odstrzelę- nie zareagowałam entuzjastycznie na tę wypowiedź, ale przestałam się rzucać. Nadal płakałam. Tym razem nie miałam się do kogo przytulić..Ukryłam twarz w dłoniach i usiadłam na krawężniku. Pozostała dwójka fagasów w kominiarkach wyszła z budynku.
-Jedziemy...-rzucił jeden i szarpnął mnie za ramię powołując mnie do wstania.
Wprowadzili mnie i bruneta do pierwszego Range Rovera a drugiego wypełnili blondynem.
-Gdzie Gwen?-spytał osobnik siedzący teraz obok mnie.
-Ta druga dziewczyna? W bagażniku. Zbytnio się rzucała- odpowiedział niebieskooki i wsiadł na miejsce kierowcy. Miejsce pasażera zajął najwyraźniej Zaza . Drugi pojazd był już także zapełniony, więc ruszyliśmy. Całą drogę trwała cisza. Cholerna cisza. W pewnej chwili z rozmyślań wyrwał mnie czyiś dotyk. Chłopak siedzący obok złapał moją dłoń. Spojrzałam w jego oczy. Wyrażały smutek i współczucie ale jednocześnie też szczęście, może to dlatego, że ta cała Gwen jeszcze żyła? Nie ważne, wiem tylko, że miał nadzieję, na uratowanie nas z tego gówna. Ścisnął moją dłoń, na co odpowiedziałam mu tym samym. Jechaliśmy około pół godziny. W końcu pojazd zatrzymał się przed jakąś opuszczoną fabryką. No świetnie. Jak w większości horrorów jakie oglądałam. Najpierw wprowadzą nas do środka, przywiążą nas i będą odcinać nam kolejno wszystkie części ciała piłą mechaniczną śmiejąc się przy tym złowieszczo. A więc to tak umrę... Ok. Samantho Grey, nie myśl w takiej chwili o tak tragicznej śmierci.
-Pospiesz się!- wrzasnął ktoś do chłopaka siedzącego obok mnie. Nie, nie rób tego!! Ugh.. Zabrał rękę. Była teraz tak pocieszająca. Wysiadł. Niebieskooki otworzył drzwi z mojej strony i wyciągnął do mnie rękę. Nie skorzystałam z jego pomocy i jakoś wyczołgałam się z samochodu, na co on prychnął śmiechem. Kiedy się już wygramoliłam zobaczyłam, że wyciągali zapłakaną i roztrzęsioną... Gewn? Tak, Gwen. Widać było po niej od razu, że strasznie się bała. Chłopak, który przed chwilą otworzył mi drzwi abym wysiadła, już ciągnął mnie w stronę wejścia.
-Tommo, pośpiesz się z tą panną- krzyknął jeden, a chłopak przyspieszył.
Byliśmy już w środku. Boże, jak ciemno... Tak bardzo się bałam.
Szliśmy jakiś czas prosto, po czym skręciliśmy od razu na schody. Potknęłam się i rozwaliłam wargę. 
Po dość trudnej dla mnie przeszkodzie- schodach- przyszła kolej na korytarze. Było kilka skrętów. 
W końcu wzięli kajdanki... Skąd oni do cholery mają kajdanki? 
Mniejsza o to. Zaczeli nas skuwać. 
Ja byłam ostatnia. Wsadzali nas kolejno do jakichś pomieszczeń i zamykali. 
Do mnie podszedł.. Li? chyba tak.
-Gdzie masz telefon?
-C..co?
-Takie pykadełko. Pykasz i dzwonisz po pomoc w razie porwania do opuszczonej fabryki.
-Wiem co to...
-Więc?
-W tylnej kieszeni- już sobie to wyobrażam.. Jakiś facet obmacujący mój tyłek w poszukiwaniu telefonu.
Jak przeczuwałam, skorzystał z okazji. -
Li, idioto. Jak Hazza pozwoli, to ją przelecisz, a teraz weź ten cholerny telefon, zamknij ją i chodź- powiedział jedan z włamywaczy.
Li znalazł wreszcie tę komórkę, wpił w moje usta i wepchnął do pomieszczenia.
-Świnia!- zdążyłam krzyknąć zanim straciłam przytomność.



_______________________


Cześć kochani!
tak, wiem, zaniedbałam bloga bardzo i od razu- na wstępie- ogrooomnie przepraszam.
za tydzień mam egzamin, więc do tego czasu nie powinno być jeszcze nowego rozdziału, ale po egzaminie będzie już większy luuz i będę miała duużo czasu (:
teraz was żegnam, przepraszam jeszcze raz i proszę, błagam wręcz o komentarze, to bardzo motywuje 

więc bye! ❤❤